Stres

Ten rok nie był sprzyjający dla mojego biznesu, a w ciągu ostatnich dwóch miesiącie problemy spiętrzyły się. Żyłem w ciągłych nerwach, co również odbijało się na mojej rodzinie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem się z Johnem.
W porze lunchu spotkałem w barze Alexa, młodego prawnika, z którym widywaliśmy się u Johna.
– Co słychać – powiedział z uśmiechem – dawno cie nie widziałem.
– Czesć, wszystko OK, poza kilkoma problemami, które muszę rozwiązać.
– Wiesz że na problemy najlepszym lekarstwem jest rozmowa z Johnem.
– Ale przecież on nie zna się na biznesie.
– Zdziwiłbyś się. On zna się na wszystkim.

Tego samego dnia zadzwoniłem do Johna i umówiłem się na wieczór.
– Gdzie się podziewałeś? – Powitał mnie w drzwiach.
– Mam problemy – powiedziałem – wszystko mi się wali, biznes pada, nerwy puszczają, żona nie mogła ze mną wytrzymać, zabrałą dzieci i wyjechała do mamy. Chciałem cię prosic o radę. Pomożesz mi?
– Oczywiście. Siadaj i rozluźnij się. Kawy?
– Chętnie. W mojej firmie źle się dzieje – zacząłem – a ostatnie dwa miesiące to był horror. Ale opowiem po kolei.
– Co chcesz mi opowiedzieć?
– O moich problemach, żebyś miał ogólny obraz i mógł mi coś doradzić.
– Ale przecież obiecałem, że pomogę tobie nie problemom, więc nie muszę ich znac, wystarczy, że znam ciebie.
– Nie rozumiem, jak chcesz to zrobić nie znając sytuacji?
Starałem się ukryć moje zdenerwowanie, ale chyba nie wychodziło mi to najlepiej.
– Zrelaksuj się – powiedział.
– John – postanowiłem udać mądrego – jeśli gram z kimś w szachy i powiedzmy, że przegrywam i prosze cię o pomoc, to musisz chyba popatrzeć na szachownice i zorientować się w sytuacji zanim doradzisz mi ruch.
– Ale ja nie chce dyktować ci ruchu. Sam go musisz wymyślić.
– O? – Zdziwiłem się – strategii biznesu ludzie uczą się latami, a ty chcesz w jeden wieczór nauczysz mnie jak być lepszym od konkurencji?
– A czemu nie?
– OK, to od czego zaczynamy?
– Od wypicia kawy.
Roześmialiśmy się.
– Opowiedz mi o swoim psie – powiedział.
– Jest duży, czarny, kudłaty i lubi chodzić ze mną na plażę. Ale co tu pies ma do rzeczy?
– A co by zrobił jakby złodziej przyszedł w nocy?
– Zaatakował by.
– Nauczyłeś go tego?
– Nie ale ma instynkt.
– Widzisz, pies wie kiedy i jak atakować. Nikt go tego nie musi uczyć. Ten sam potencjał tkwi w nas. To mądrość natury. Jeśli potrafimy wsłuchać się w jej głos to sama wyprowadzi nas z tarapatów. Tak jak balon zanurzony w wodzie sam wypłynie, chyba, że ktoś siłą go trzyma, tak samo człowiek wyjdzie z każdego problemu jeśli tylko rozluźni siłę z jaką się tego problemu trzyma. Na to żeby było coraz gorzej trzeba na prawde ciężko pracować.
– A co jak ktoś inny trzyma mój balon – zapytałem.
– Nikt nie ma dostępu do twojego balonu oprócz ciebie, uśmiechnął się, gdyby było inaczej, nie wymyślano by tylu technik psychomanipulacji, tylko złapali by cie za balon i wsadzili tam gdzie chcą.
– Czuję się jakby mnie wsadzili.
– Ale tak nie jest. Kiedy dzieje się coś nieplanowanego, zamiast badać przyczynę, z lenistwa wolimy zwalać winę na okoliczności.
– Na pewno masz rację, ale ja na prawdę nie mam ruchu.
– Widzisz, natura dając nam umysł zastawiła na nas pewną pułapkę. Zwierzęta nie walczą o więcej niż mogą zjeść. Ludzie natomiast po przez ciągłą chęć zdobywania, wykształtowali umiejętność stawiania sobie celów i planowania, czyli tworzenia w wyobraźni obrazów tego, co chcą mieć. Ale gdy plany nie idą po ich myśli, stresują się i entuzjastyczne dotąd cele zamieniają się w obraz klęski. A pułapka polega na tym, że kierunek w jaki zmierza nasze życie, wytyczają właśnie te obrazy. A więc jak myślisz co stanie się z twoim życiem jak dalej będziesz się stresował?
– Jeśli jest tak jak mówisz, to chyba stoczę się na dno.
– Ale mam dla ciebie dobrą wiadomość: dostaliśmy centrum sterowania, tylko musimy nauczyć się go obsługiwać. A sterowanie to po prostu umiejętność świadomego tworzenia i utrzymywania w umyśle tych obrazów.
– I nie stresowanie się – dodałem.
– Na to już mamy mniejszy wpływ, bo stresem rządzi emocja, która nie podlega umysłowi.
– To jaka jest najlepsza metoda na stres?
– Nie dopuszczać do jego powstania. Jaki obraz ustawiasz w wyobraźni takie życie kreuje twoja wewnętrzna siła.
– To wystarczy tylko siedzieć i myśleć? Nie trzeba nic robić?
– Dopóki główną funkcją twojej świadomości jest myślenie, to bedziesz robił wiele rzeczy. Nie masz innego wyjścia. Jedno implikuje drugie. Jak wyjdziesz poza myślenie, wtedy już nie musisz nic robić. Ale żeby się tego nauczyć, to najpierw trzeba nauczyć się myślec.
– Czy sądzisz, że nie umiem myśleć?
– Oczywiście że nie umiesz. Spróbuj pomyśleć o czymś i utrzymuj tą myśl przez piętnaście minut.
– Kiedyś próbowałem, ale umysł co chwilę uciekał. Ale to nie znaczy, że nie umiem myśleć.
– A jakbyś idąc co chwilę się przewracał, czy znaczyłoby to, że świetnie chodzisz?
– Ale myślenie logiczne i medytacja, to dwie różne rzeczy.
– Ja nie mówię, że nie umiesz myślisz logicznie. To umiesz. Ale myślenie logiczne to dopiero raczkowanie, a umiejętność utrzymywania umysłu w jednym punkcie, to chodzenie. Jak umiesz chodzic, to możesz iść dokąd chcesz. Oczywiście raczkując też, ale z niższego pułapu trudniej zorientować się czy w dobrą stronę idziesz. Poza tym napotkasz przeszkody, których nie pokonasz dopóki nie staniesz na nogi. Ale wróćmy do twojego problemu.
– John, rozmawiając z tobą zapomniałem, że wogule mam problem. Czuję, że w twojej obecności nic złego nie może się stać.
– To niedobrze.
– Dlaczego?
– Bo musisz się usamodzielnić. Musisz odczuć, że w twojej obecności nic ci się nie stanie.
– Ale jak to zrobić?
Nagle John przestał mówić. Zapadł w medytację. Przez chwilę siedział nieruchomo. Po czym powiedział cicho:
– Chyba moja pomoc nie będzie ci potrzebna. Wracaj do domu. Tam czeka na ciebie rozwiązanie.
Przyzwyczaiłem się już, do jego dziwnych zachowań, wiec o nic nie pytałem.

Gdy dojechałem do domu zadzwonił telefon. To co usłyszałem było gorsze niż mogłem przypuszczać. To był mój prawnik. Powiedział, że dwie konkurencyjne firmy połączyły się i mają już wszystko przygotowane, żeby przejąć mój biznes i wytoczyli mi proces sądowy w związku z jakimiś bzdurnymi zarzutami.
Jeszcze nigdy nie przeżywałem tekiego stresu. Straciłem firmę, straciłem rodzinę i pewnie jeszcze mnie wsadzą. Czułem jak mój umysł przestaje pracować. Usiadłem na krześle. Potworny strach złapał mnie za żołądek. Minął wieczór i noc, przyszło rano, a ja nie zmieniałem pozycji. Nie wiem nawet czy w nocy spałem, bo byłem półprzytomny ze strachu. Następnego dnia poczułem, że strach przeniosł się z żołądka do klatki piersiowej. Teraz trzymał mnie za serce. Przesiedziałem tak kolejny dzień i kolejną noc. Potem strach poszedł wyżej i czułem go w gardle. Czwartego dnia poszedł do głowy, a piątego mnie opuścił. Namacalnie widziałem jak wychodzi ze mnie przez czubek głowy. To był jeden z najbardziej magicznych momentow mojego życia. Wróciła pełnia świadomości. Żaden z moich problemów nie był rozwiązany i byłem bardzo zdziwiony spokojem jaki we mnie zapanował.
Potem okazało się, że w jakiś cudowny sposób wszystko się samo ułożyło. Moja firma nie została przejęta i wyszła z tarapatów, żona wróciła, proces umorzono, a ja przestałem bać się przyszłości.
Gdy następnym razem spotkałem Johna zapytałem:
– Co właściwie ze mną się stało?
Zamrugał śmiejącymi się oczami.
– Stres zablokował twoj mózg do tego stopnia, że puściłeś problem i balon mógł spokojnie wypłynąć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *